Start Zdarzenia Strzelanina w Bystrzycy Kłodzkiej: samoobrona czy zabójczy samosąd?

Strzelanina w Bystrzycy Kłodzkiej: samoobrona czy zabójczy samosąd?

przez Dogmaty Karnisty

Obrona konieczna to nie samosąd. Prawo do samoobrony nie uprawnia do robienia z siebie samozwańczego szeryfa.

Strzelanina w Bystrzycy Kłodzkiej z udziałem instruktora strzelectwa rodzi pytania o granice dozwolonej obrony. Mężczyzna miał spięcie z trzema podpitymi panami, zaczepiającymi ludzi na bystrzyckim osiedlu. Byli agresywni.

“Mężczyzna wrócił do domu, zostawił psa, wziął karabinek automatyczny, wyszedł z domu i ponownie spotkał tych trzech mężczyzn” – relacjonował prokurator. “Znów doszło do kłótni. Mężczyzna oddał strzał ostrzegawczy, a później oddał kolejne strzały w kierunku 26-latka, który zginął na miejscu”. Pozostała dwójka uciekła. Mężczyzna miał pozwolenie na broń, był instruktorem strzelectwa. Usłyszał zarzut zabójstwa z zamiarem bezpośrednim.

Obrona konieczna to temat rzeka. Powraca raz na jakiś czas w sprawach kontrowersyjnych. Emocjonuje szczególnie, gdy broniący się użyje broni palnej.

Nie trzeba uciekać

Przepisy o obronie koniecznej przyznają nam dość szerokie prawo do ochrony siebie i innych.

Nie musimy uciekać. Obrona konieczna nie wymaga ratowania się ucieczką, a dopiero potem, jeśli nie da się uciec, ostatecznie można strzelać. Nic z tych rzeczy – Kodeks karny nie przewiduje, by prawo ustępowało przed bezprawiem.

Zaatakowany ma prawo użyć broni palnej, gdy zagrożone jest jego życie. Jeśli napastnicy mają przewagę, niebezpieczeństwo zamachu jest większe niż w sytuacji “jeden na jednego”.

Można bronić się nawet w zamiarze zabójstwa. Powzięcie zamiaru zabicia napastnika nie jest złe, jeśli jest reakcją obronną na zamach zagrażający życiu. Ważne, by sposób użycia broni był adekwatny do sytuacji.

Liczy się sposób obrony

Prawo do obrony koniecznej ocenia się “przed faktem”. Nieważne, czy napastnik zginął, czy nie. Istotne, czy sposób obrony był współmierny do zagrożenia istniejącego w danym momencie.

Wszystkie przepisy podkreślają ten aspekt obrony koniecznej: “zamach”, “niebezpieczeństwo zamachu”, “obrona”, “sposób obrony”. Pojęcia te kładą akcent na to, co dzieje się “tu i teraz”, gdy napastnik atakuje, gdy jest zagrożenie i gdy napadnięty podejmuje działania obronne.

Dokonanie zabójstwa nie sprawia, że obrona konieczna staje się “gorsza”, nieproporcjonalna. O współmierności obrony decyduje sposób obrony, a nie jej skutek. Kluczowe jest więc to, czy oddanie strzałów było w tamtym momencie – wtedy, gdy strzały padły – proporcjonalne i racjonalne.

Nie wolno “robić porządku”

Sprawa jest dziwna, bo mężczyzna ewidentnie z własnej woli wrócił do strefy konfliktu. Po pierwszej sprzeczce odprowadził do domu psa, wziął karabinek i postanowił drugi raz “spotkać się” z agresorami, tym razem wyposażony w śmiercionośną broń.

Ten aspekt sprawy wymaga dokładnego wyjaśnienia, ponieważ prawo do obrony koniecznej nie upoważnia do “robienia porządku” z pijakami awanturującymi się na osiedlu. A już na pewno nie uprawnia do robienia z nimi porządku za pomocą karabinu.

To prawda, że spokój publiczny jest dobrem chronionym prawnie. Jednak dobro w postaci ludzkiego życia jest o wiele cenniejsze niż spokój na osiedlu. Od pilnowania porządku jest policja i straż miejska.

Samoobrona nie może być samosądem. Wyjście z domu, by zrealizować zamiar zabójstwa pod pozorem obrony (niejako czekając na zaczepkę, na okazję) nie będzie usprawiedliwione i taki sprawca powinien odpowiadać za zabójstwo.

Kluczowe, kto zaczął

Powrót mężczyzny na miejsce starcia sam w sobie nie wyklucza zastosowania obrony koniecznej. Instruktor miał przecież prawo pójść ponownie na spacer. Czy miał prawo nosić przy sobie broń – to należałoby wyjaśnić. Jednak sam fakt chodzenia z bronią nie równa się bezprawnemu zamachowi na życie człowieka.

Przestrzeń publiczna nie jest własnością agresywnych pijaków. Ich zaczepki stanowiły bezprawny zamach na dobra o charakterze ogólnym. Jeśli dodatkowo w krytycznym momencie skierowaliby się w stronę mężczyzny, by go zaatakować (uderzyć, pobić), byliby autorami jeszcze groźniejszego zamachu, który można byłoby odpierać. Byleby proporcjonalnie do zagrożenia.

W sprawie z Bystrzycy Kłodzkiej kluczowa jest ostatnia faza zdarzenia. Czy instruktor poszedł, by zabić (pod pozorem obrony), czy sprowokował całą sytuację, czy może chciał tylko nastraszyć awanturujących się mężczyzn, a ci ruszyli na niego, co rodziło ryzyko przejęcia broni? W tym ostatnim przypadku prawo do obrony koniecznej powinno zadziałać na korzyść strzelającego.

Tak jakby policjant

Sprawa ma jeszcze jeden wątek, który może diametralnie zmienić percepcję czynu mężczyzny strzelającego do napastników.

Otóż zgodnie z art. 231b k.k.:

“Osoba, która w obronie koniecznej odpiera zamach na jakiekolwiek cudze dobro chronione prawem, chroniąc bezpieczeństwo lub porządek publiczny, korzysta z ochrony prawnej przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych”.

Rozprawienie się z awanturującymi się na osiedlu nietrzeźwymi chuliganami to działanie chroniące bezpieczeństwo i porządek publiczny. Osoba odpierająca tego typu zamach “korzysta z ochrony prawnej przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych”. W doktrynie prawa karnego nikt jeszcze do końca nie przesądził, co to znaczy korzystać z ochrony prawnej przysługującej funkcjonariuszom.

Ochrona prawna funkcjonariuszy publicznych to także przepisy kompetencyjne i proceduralne, określające na przykład to, kiedy i jak wolno używać broni palnej.

Przepisy te “chronią” funkcjonariuszy przed zarzutem bezprawnego sprowadzenia zagrożenia dla życia – jeśli postępują z bronią lege artis, nie grozi im odpowiedzialność karna.

Zabójca czy obrońca? To zależy

Zwróćmy uwagę, że jedną z przesłanek użycia broni palnej jest konieczność przeciwstawienia się osobie, która usiłuje bezprawnie odebrać broń palną uprawnionemu lub innej osobie uprawnionej do jej posiadania (art. 45 pkt 2 litera b ustawy z 24 maja 2013 roku o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej).

Natomiast od szczegółowej procedury ostrzegania o oddaniu strzału można odstąpić, jeżeli jej zrealizowanie “groziłoby bezpośrednim niebezpieczeństwem dla życia lub zdrowia uprawnionego lub innej osoby”. Podkreślmy – między innymi niebezpieczeństwem “dla zdrowia” (art. 48 ust. 3 punkt 1 ustawy).

Być może sprawa z Bystrzycy Kłodzkiej powinna być analizowana również pod wskazanym kątem.

Korzystanie z ochrony przewidzianej dla funkcjonariuszy to także odpowiednie zastosowanie wspomnianych przepisów o użyciu broni. Strzelający korzysta z ochrony prawnej przysługującej funkcjonariuszom, czyli z ochrony kontratypu interpretowanego tak jakby stosował go funkcjonariusz. Brzmi sensownie.

Czysto hipotetycznie: jeśli agresywni napastnicy ruszyli w kierunku mężczyzny z karabinkiem, by spróbować mu go odebrać, aktualizowały się warunki użycia broni. A jeśli zagrożone było jego zdrowie (groźba pobicia), nie musiała być nawet realizowana procedura ostrzegania o oddaniu strzału.

Dajmy czas śledczym i sądowi, by wyjaśnić detale. Finalny osąd – zabójca czy legalnie broniący się przed zamachem – zależy od niuansów faktograficznych oraz rzetelnego stosowania Kodeksu karnego.


  • O strzelaninie mówiłem w programie Debata Gozdyry 14 kwietnia 2026 r. (zobacz program)

Zachęcam do udostępniania linka do analizy w mediach społecznościowych. Portal Dogmaty Karnisty to zarejestrowane czasopismo, które możesz cytować również w klasyczny sposób w swoim artykule naukowym, piśmie procesowym lub uzasadnieniu wyroku. Skorzystaj z poniższego wzoru:

  • M. Małecki, Strzelanina w Bystrzycy Kłodzkiej: samoobrona czy zabójczy samosąd?, DogmatyKarnisty.pl z 15.04.2026

Podobne tematy

7 komentarzy

Józef Mirkowicz 15 kwietnia 2026 - 15:23

Zastanawiam się, czy rzeczywiście nie ma obowiązku podjęcia próby ucieczki? Czy obrona była konieczna, jeśli dało się uciec?

Reply
Józef Mirkowicz 15 kwietnia 2026 - 15:24

Rzeczowy, rzetelny i obiektywny artykuł.

Reply
JM 15 kwietnia 2026 - 16:04

Mnie bardzo zastanawia dlaczego Prokuratura/Policja puściła do domu pijanych uczestników zajścia dając im czas i możliwość uzgodnienia wersji wydarzeń czy skonsultowania zeznań z osobami trzecimi (o czym wprost wspomniał jeden z uczestników zajścia w programie w Kanale Zero mówiąc o wujku myśliwym?

Czy normalne jest że śledczy pokazują “świadkowi” zapis monitoringu (o czym ten sam uczestnik wspomina w tym samym reportażu).

Czy nie powinno być tak że Policja zatrzymuje ich osobno do wytrzeźwienia, są robione od razu po zajściu badania toksykologiczne a po wytrzeźwieniu są osobno przesłuchiwani?

Czy to wszystko jest spowodowane rażącą niekompetencją organó czy może czymś innym?

Reply
Piotr 15 kwietnia 2026 - 20:37

Bezwzględnie i proukurator i policja do dyscyplinarki. Nie zabezpieczono dobrze materiałów, pozwolono odurzonym swiadkom na pojscie do domu, pokazano film z monitoringu. Jeden ze swiadkow publicznie oswiadczył, ze pies był wciaż z podejrzanym. Opisanie sytuacji prawnie przez dogmatykarnisty bardzo rzetelne.

Reply
Parlamentarny Przegląd Broni Palnej 16 kwietnia 2026 - 07:05

Wydaje się, że mało jeszcze wiemy. Puszczenie świadków (potencjalnych agresorów) do domu oburza zwolennników wersji o obronie koniecznej Borysa B. Wydaje się jednak, że w momencie przyjazdu Policji na miejscu nie było Borysa B. Pytanie zatem co wiedzieli w tym momencie policjanci? Czy mieli tylko wersje świadków? Co Borys B. dzwoniąc na 112 powiedział? Mógł też zadziałać mechanizm współczucia dla kolegów osoby, która właśnie poniosła śmierć albo małomiasteczkowe nieobycie Policji w takiej sprawie (szeryfowanie na zasadzie: mamy tu poważną sprawę czekamy na “CSI” i nie kręćcie się tu gówniarze). Być może także brak ludzi do zabezpieczenia miejsca zdarzenia znajdującego się na dużym placu w centrum osiedla szkolnego. Na pewno błędem było puszczenie do domu małoletniego pijanego, co może wynikać z powszechności tego zjawiska w tym miejscu. W planie działań dzielnicowego dla tego miejsca jest zwalczanie wykroczeń z 51 k.w. (którego jak się wydaje dopuszczali się przed zdarzeniem świadkowie i zmarły) ustawy o wychowaniu w trzeźwości oraz ujawnianie przypadków demoralizacji nieletnich.

Pytania które wydają się warte zgłębienia (przez prokuraturę i teoretyków) to:
Jakiego cudzego dobra, o którym mowa w art. 231b kk mógł bronić Borys B.? spokoju i porządku publicznego? 51 kw?
Według oświadczeń prokuratury strzały oddane zostały z karabinka. Zgodnie z przepisami broń cywilna powinna być przenoszona w kaburach lub futerałach. Czy tak było w tym wypadku? W jakich okolicznościach karabinek opuścił futerał? Czy może Borys B. wyszedł z karabinkiem “gołym”? Czy takie zachowanie Borysa B. można zakwalifikować jako wybryk z art. 51 kw. Osoba z bronią w miejscu publicznym na ogół wywołuje niepokój. Czy jednak takie zachowanie odstraszające będzie bezkarne ze względu na 231b kk?

Jeśli faktycznie przebieg zdarzenia był taki, że miało dwie fazy scysja, powrót po karabinek i druga scysja kluczowe będzie ustalenie czy działanie Borys B. w drugiej fazie było legalne? Czy nie było atakiem bądź prowokacją? Zwolennicy teorii o obronie koniecznej podnoszą, że jakby zmarły miał czyste intencje to na widok broni powinien się oddalić. Jeśli zmarły był osobą, na którą pierwszą dokonano bezprawnego zamachu w drugiej fazie (np. celowano do niej z broni co można odczytać jako groźbę) to miał prawo się bronić nawet gołymi rękami przeciwko karabinowi. Jak pokazały późniejsze wydarzenia nie było to rozsądne, ale mogło nie być bezprawne.

Borys B. mógł oczywiście bronić też innych dóbr chronionych prawem. Pojawiają się wypowiedzi, że zmarły i dwóch świadków wykrzykiwało coś na temat jego kuzyna i go szukali. Pojawiają się też informację o pobiciu z użyciem noża osoby opodal pobliskiego sklepu monopolowego w której uczestniczył zmarły. Zmarły podobno grypsował i znaleziono przy nim kastet (zapewne nie posiadał pozwolenia na broń na kastet). Mamy do czynienia z małą miejscowością więc Borys B. mógł wiedzieć o wydarzeniach spod sklepu i kryminalnej przeszłości zmarłego, mógł więc udać się do kuzyna aby go o sprawie powiadomić albo go bronić w usprawiedliwionym przekonaniu, że jego zdrowie i życie jest zagrożone, to w większym stopniu usprawiedliwiałoby spacer z “gołym” karabinem.

Mógł też wyjść z karabinem w zupełnie innym celu np. do rusznikarza. Osobom postronnym może się to wydawać dziwne, ale nie jest to nic niezwykłego w tej branży. Działalność rusznikarska bywa działalnością dodatkową. Rusznikarze wykonują zawody zmianowe (policja, wojsko, ochrona), obsługują też myśliwych, którzy zauważyli drobną awarię tuż przed wyjściem na nocne polowanie albo klientów, którzy przychodzą do nich z problemami dotyczącymi celowników noktowizyjnych.

Reply
Aleksander Łużyn 16 kwietnia 2026 - 12:32

Instruktor miał prawo ponownie wyjść z domu. Każdemu wolno chodzić na spacer kiedy i gdzie chce (na terenach ogólnodostępnych itd.). Nikt nie ma obowiązku chować się w domu ani zmieniać trasy czy pory przechadzki, żeby “nie zadrażniać”. Nie mieli prawa go zaatakować nawet gdyby przeszedł tam dziesięć razy. Argument o “prowokowaniu” kojarzy się z tą stereotypową krótką spódniczką w parku. Spódniczka może sobie być tak krótka jak tylko się da, i nie zwalnia to napastnika z odpowiedzialności za własne czyny. Oczywiście jeżeli insruktorowi dałoby się udowodnić bezprawny ZAMIAR, to powinien ponieść odpowiedzialność, ale obowiązuje zasada rozstrzygania wątpliwości na jego, tj. oskarżonego, korzyść.
Nie wypowiadam się jako prawnik, tylko obywatel starający się kierować rozsądkiem. Jak tę sprawę interpretuje polskie prawo i sądy, to już inna rzecz.
Osobiście uważam, że sam termin “obrony koniecznej” jest absurdalny.
Implikuje to, że może być jakaś “niekonieczna” obrona mienia, zdrowia czy życia – naszego, lub osób postronnych, bliskich, itd.
Po angielsku to po prostu “obrona”, co najwyżej może być “lawful”, “unlawful”, “excessive” itd., ale termin nie podsuwa myśli o “niekonieczności” samej czynności!
Podobnie “légitime défense”, “legítima defensa”, różnica pozornie drobna lecz zasadnicza.
Zbliżone do naszego “neobchodimaja” (konieczna, nieodzowna, bez której nie da się obejść) występuje – oczywiście – w terminologii rosyjskiej.

Reply
specmisiek 11 maja 2026 - 20:07

Zdanie prokuratury jak zwykle ,,na obywatela” jak za czasów ZOMO słusznie minionych? Nie zabił wszystkich tylko jednego prowodyra który podobno biegł do niego z kastetem i maczetą (zapewne żeby pożyczyć drobne na pizzę? 🙂 ) Moim zdaniem to prokuratura musi udowodnić że strzelec był winny bo chyba takie są zasady co nie? Ale w naszym rozłożonym systemie prawnym wszystko jest możliwe… Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobisz? To jeszcze jeden przykry przykład na to że w takich sytuacjach nie wolno zostawiać świadków (trzeba tylko uważać by nie strzelać w plecy) bo potem okazuje się że ci co brali udział w napadzie są jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności POSZKODOWANI I W DODATKU ZEZNAJĄ OCZYWIŚCIE NA NIEKORZYŚĆ OBROŃCY…NO NIESTETY ,,TAKI MAMY KLIMAT”

Reply

Co o tym sądzisz?