Start Warsztat Praca w wannie

Praca w wannie

przez Dogmaty Karnisty

Specyfika mojej pracy polega na tym, że cały czas jestem w pracy. Nie chodzi o to, że zabieram do domu pracę, którą powinienem wykonać w godzinach pracy – nie ma bowiem żadnych „godzin pracy”. Nigdy bym niczego mądrego nie napisał ani nie wymyślił, gdybym chciał to robić wyłącznie w jakichś godzinach pracy, a potem fajrant. Moja praca to głównie myślenie, kombinowanie (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), szukanie nowych rozwiązań. Nie da się tego robić na zawołanie (ja nie potrafię), a równocześnie nie da się uciec od myślenia (tego też nie umiem). W zależności od rozłożenia akcentów można więc powiedzieć, że cały czas pracuję, albo – cały czas mam wolne.

Czasami prowadzi to do zabawnych komplikacji. Kilka tygodni temu zupełnie niespodziewanie zaświtał mi w głowie pomysł na rozwiązanie jakiejś karnistycznej kwestii; jedyny minus tej sytuacji był taki, że wpadłem na ten pomysł w wannie. Zazwyczaj taka niespodziewana myśl zaczyna od razu pączkować, pojawia się szereg kolejnych myśli i wniosków. Jeśli te ulotne myśli nie zostaną od razu zanotowane, mogą już po kilku chwilach bezpowrotnie przepaść.

Oczywiście nie miałem ani czym, ani na czym ich wszystkich zanotować, jedynym wyjściem z sytuacji było więc powstrzymanie się od dalszych rozmyślań w wannie, gdyż prawie na pewno nie byłbym potem w stanie odtworzyć tego kłębowiska pomysłów. Czasami jednak nie da się tego powstrzymać, kolejne myśli automatycznie wpadają ci do głowy. Można to porównać do błysku flesza, który przez ułamek sekundy oświetla jakiś obiekt: jeśli nie opiszesz od razu tego, co widzisz, po prostu to zapomnisz.

Gdy pracuje się myśleniem, trzeba mieć na tę pracę mnóstwo „wolnego” czasu. Może się bowiem okazać, że kawał dobrej roboty wykonamy podczas kąpieli. Zastanawiam się tylko, jak się przygotować na te nieoczekiwane pomysły? Trzymać przy wannie kartkę i ołówek? Kąpać się ze smartfonem? Nosić dyktafon? (Urządzenia elektroniczne nie lubią chyba za bardzo gorącej pary wodnej, a ja mam zawsze ukrop). Nawet jeśli odpuszczę sobie notatniki na czas kąpieli, to jednak problem nie zniknie: „olśnienie” może na nas spłynąć gdziekolwiek i kiedykolwiek. Musiałbym więc chodzić z notatnikiem nawet do łóżka – albo ze smartfonem, ale z gadżetami do łóżka nie wchodzę.

Tym razem udało mi się dotrzeć do biurka i „na sucho” przelać kluczowe wątki do pamięci komputera, lecz sytuacja raz na jakiś czas lubi się powtarzać, niekoniecznie w wannie. Muszę pomyśleć nad jakimś optymalnym rozwiązaniem, bo przecież za to mi płacą – żebym nie zapomniał żadnego genialnego pomysłu.

Podobne tematy

4 komentarze

Anonimowy 16 stycznia 2015 - 23:45

Uwielbiam Pana!

Reply
Anonimowy 17 stycznia 2015 - 01:46

W sytuacjach absolutnie podbramkowych można spróbować użyć poszczególnych elementów, które nas otaczają jako kotwic, najlepiej dla konkretnych pomysłów. Niewątpliwie sposób nie jest na tyle skuteczny co przelanie myśli na papier, ale ponowne spojrzenie na ręcznik może już nigdy nie być takie samo 😉

Reply
Paweł Czarnecki 23 stycznia 2015 - 17:18

Też mam kilka ulubionych miejsc lub sytuacji, które stymulują mózg to wytężonej pracy. Wtedy gdy Muza przysiada i dostarcza weny. Nie mylić z Wenerą

Reply
Anonimowy 29 stycznia 2015 - 22:29

@ Panie Mikołaju, polecam lekturę książki Jacka Cygana pt. "Życie jest piosenką", gdzie może Pan napotkać do złudzenia podobną relację.

Reply

Co o tym sądzisz?