Start Zdarzenia Kierowco, obserwuj przejście

Kierowco, obserwuj przejście

przez Dogmaty Karnisty

Każdy może być winny

Wypadki na przejściach dla pieszych należą do jednych z najbardziej niebezpiecznych zdarzeń drogowych. Chyba nikogo nie trzeba o tym przekonywać. Dekoncentracja, pośpiech, lekkomyślność, braki w wyszkoleniu czy niski poziom kultury – to przypuszczalnie główne wady kierowców, jak również pieszych użytkowników drogi. O liczbie nieostrożnych zachowań w okolicach przejść dla pieszych może dowiedzieć się z obdukcji każdy kierowca już po kilku godzinach spędzonych za kółkiem.

Ogromna liczba naruszeń prawa oraz zdrowego rozsądku skutkuje relatywnie dużą liczbą śmiertelnych i ciężkich dla zdrowia wypadków z udziałem pieszych. To banał. Dobrze o tym wiemy, już poniekąd przywykliśmy do faktu, że kolejny długi weekend zbierze swoje mroczne żniwo, a dla widza będzie ono wyłącznie statystyką. Jednakże wspomniana liczba wypadków jest tylko relatywnie duża – najczęściej bowiem nieostrożność kierowcy albo pieszego uchodzi im obu płazem. Wydaje się więc, że nieostrożność summa summarum może się opłacać. „Wypadki chodzą po ludziach”, ale przecież mi się on nie przytrafi.

Być może bohaterowie sprawy, którą niecały rok temu zajmował się Sąd Najwyższy, również myśleli, że nic złego ich nie spotka. A może była to po prostu chwila nieuwagi… Tak czy inaczej, prawdziwe i banalne będzie stwierdzenie: coś podobnego może się po prostu przytrafić każdemu. W związku z tym warto rzucić okiem na konsekwencje prawne rozmaitych naruszeń prawa drogowego, które nie mają szczęśliwego finału i kończą się prokuratorskim zarzutem z art. 177 § 1 albo 2 Kodeksu karnego (wypadek o średnich albo ciężkich skutkach). O tym dzisiaj dwa słowa, w kontekście wyroku Sądu Najwyższego z 30 sierpnia 2011 r. (sygnatura akt: IV KK 187/11, treść uzasadnienia jest dostępna w systemie Lex pod nr 950442, wyrok był krótko omówiony w czasopiśmie „Paragraf na drodze”, nr 12/2011, s. 5–9 przez Kazimierza Pierzchałę).

Sama sobie winna?

Sprawa jest dosyć ciekawa. Wydawałoby się, że feralnego dnia kierowca zrobił wszystko, co do niego należało, a więc nie ponosi winy za wypadek. Prowadził on swój pojazd z administracyjnie dopuszczalną prędkością, zbliżając się do przejścia dla pieszych. Na poboczu znajdowała się trzynastoletnia dziewczyna, zajęta rozmową z koleżanką. Niespodziewanie dziewczyna weszła na jezdnię wprost przed jadący samochód. Doszło do zderzenia, w wyniku którego nastolatka doznała poważnych obrażeń ciała. Kierowca w ogóle nie próbował zahamować, ponieważ nie zauważył wejścia pokrzywdzonej na jezdnię. Jak później ustalili biegli, w zaistniałej sytuacji nie było szansy na uniknięcie zderzenia. Nawet gdyby mężczyzna natychmiast zaczął hamować, nie zatrzymałby pojazdu przed przejściem, choć hamowanie pozwoliłoby zredukować prędkość w chwili uderzenia z około 50 km/h (z taką się poruszał) do około 30 km/h (wyliczoną przez biegłych).

Nasuwają się następujące pytania:
– czy niezgodne z prawem (nie ma co do tego wątpliwości) wtargnięcie pieszej na przejście sprawia, że pokrzywdzona jest sama sobie winna?
– czy prowadzenie samochodu z prędkością dopuszczalną administracyjnie (a więc w opinii wielu kierowców i tak już w tempie żółwia) usprawiedliwia kierowcę?
– czy o jego niewinności przesądza ustalenie biegłych, że samochodu nie dało się zatrzymać przed nieostrożnie wchodzącą na pasy dziewczyną?

Niewątpliwie piesza w pewnym sensie jest sama sobie winna. Gdyby wykazała się nieco większą rozwagą i rozglądnęła się przed wejściem na jezdnię, do wypadku by nie doszło. Nie wyklucza to jednak odpowiedzialności karnej kierowcy, któremu postawiono zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem w postaci ciężkich obrażeń ciała innej osoby (art. 177 § 2 k.k.). Tak zwane przyczynienie się do wypadku nie oznacza całkowitej bezkarności innych osób biorących udział w zdarzeniu. Może się zdarzyć również tak, że pokrzywdzeni będą jednocześnie sprawcami wypadku (i na odwrót).

W omawianej sprawie odpowiedzialność karna kierowcy jest uzależniona od rozstrzygnięcia dwóch zasadniczych kwestii. Zawsze powinno się je przeanalizować w podobnych sprawach (rozważa to rzecz jasna sąd rozpatrujący sprawę):
1. czy kierowca naruszył jakieś zasady ruchu drogowego, które były istotne w kontekście analizowanego zdarzenia?
2. czy gdyby oskarżony zachowywał się zgodnie z zasadami ruchu drogowego, to doprowadziłby do takiego samego skutku?
Jeśli kierowca jechał zgodnie z zasadami ruchu drogowego, to nie można go skazać za spowodowanie wypadku. Mówiąc w skrócie, gdy postępuję zgodnie z prawem, nie narażam się na negatywne konsekwencje prawne. Jeśli kierowca natomiast naruszył zasady ruchu drogowego, ale zachowanie alternatywne, zgodne z prawem, i tak nie zapobiegłoby skutkowi, również nie można go uznać za winnego wypadku. Rozważmy kolejno obie kwestie odwołując się do stanu faktycznego.

A jednak winien!

Na pierwsze pytanie odpowiadam twierdząco, i to co najmniej z trzech powodów.

Po pierwsze, prędkość administracyjnie dozwolona (odczytana z pionowego znaku albo z ogólnych ograniczeń prędkości na danym terenie) jest prędkością „bezpieczną” dopóty, dopóki na drodze nie zaistnieją jakieś dodatkowe okoliczności, w których od kierowcy jest wymagana wzmożona ostrożność. Jednym z przejawów szczególnej ostrożności jest dostosowanie prędkości pojazdu do zaistniałych warunków na jezdni. Zbliżanie się do przejścia dla pieszych, a już na pewno do takiego przejścia, przy którym znajdują się niedorosłe osoby, z pewnością należy do okoliczności wymagających podwyższonego poziomu ostrożności. Słowem: niewykluczone, że kierowca powinien jeszcze bardziej zwolnić. Inną kwestią jest, do jakiej prędkości… (o tym będę jeszcze mówił poniżej).

Jeśli nawet nie zgodzimy się z powyższym stwierdzeniem – że należy zwolnić przed przejściem dla pieszych – pojawia się po drugie w analizowanej sprawie wątek braku obserwacji drogi przez kierującego samochodem. Mężczyzna w ogóle nie zauważył, że na torze ruchu jego pojazdu znalazła się przeszkoda – piesza. Nie trzeba dłużej dowodzić, że kierowca w ogóle, a zbliżając się do przejścia dla pieszych w szczególności, jest zobowiązany uważnie obserwować przedpole drogi. Nie tylko jezdnię, ale i pobocze. Nie może prowadzić „po omacku”. Również w tym punkcie odnajdujemy więc naruszenie zasady bezpiecznej jazdy.

Po trzecie, niedostrzeżenie dziewczyny doprowadziło do tego, że kierowca nie hamował. Kierowca powinien jednak reagować na zmieniającą się sytuację na drodze, w tym na różne zagrożenia ze strony innych pojazdów, pieszych, sił przyrody itp. Jest zobowiązany do hamowania, gdy wymaga tego ochrona bezpieczeństwa uczestników ruchu. Brak tej reakcji można zaliczyć do złamania kolejnej zasady postępowania na drodze.

Po krótkiej analizie zasad ostrożnego postępowania w ruchu drogowym możemy przejść do pytania drugiego. Jeśli założymy, że kierowca powinien jechać wolniej, np. z taką prędkością, która umożliwiłaby mu efektywne zatrzymanie pojazdu przez przejściem w razie nieoczekiwanego wkroczenia przechodnia na jezdnię, to nie będziemy mieli problemu z udzieleniem pozytywnej odpowiedzi na postawione pytanie. Odpowiedź brzmi: gdyby jechał wolniej do wypadku by nie doszło. Na tej podstawie uzasadnione byłoby pociągnięcie go do odpowiedzialności karnej. W tym miejscu mam jednak pewne wątpliwości, czy można od kierujących wymagać dostosowania prędkości do tego rodzaju, niespodziewanych okoliczności na drodze. Zasada zaufania do uczestników ruchu drogowego również jest regułą prawa drogowego, a zachowanie pokrzywdzonej było niewątpliwie nagłe i nieracjonalne! Nie rozwodząc się na ten temat proponuję przyjąć wersję korzystną dla oskarżonego i najmniej korzystną z perspektywy niniejszych rozważań, to znaczy założyć, że prędkość pojazdu w analizowanej sprawie była odpowiednia.

Pozostały do rozważenia: nienależyta obserwacja drogi i brak hamowania. Nietrudno zauważyć, że w opinii biegłych zgodne z prawem zachowanie kierowcy – obserwowanie drogi i próba zahamowania – i tak skończyłoby się wypadkiem, nie było bowiem szansy uniknąć zderzenia z pieszą z uwagi na zbyt mały dystans dzielący pojazd od pokrzywdzonej.

Dochodzimy w tym miejscu do kluczowego momentu rozważań, na który również położył akcent Sąd Najwyższy. Otóż wypadku opisanego w dwóch paragrafach art. 177 k.k. nie można rozumieć jako jakiegokolwiek zdarzenia na drodze, lecz trzeba go rozumieć jako takie zdarzenie, które doprowadziło albo do średniego (art. 177 § 1 k.k.), albo ciężkiego skutku na zdrowiu ofiary lub jej śmierci (art. 177 § 2 k.k.). Są to więc dwa różne przestępstwa o zróżnicowanym ciężarze gatunkowym. Musimy więc rozstrzygnąć, czy gdyby kierowca obserwował drogę i próbował zahamować, to potrącenie pieszej skończyłoby się ciężkimi (a nie jakimikolwiek) obrażeniami ciała, tak jak w rzeczywistości się to stało. Gdyby skutki wypadku nawet po zahamowaniu okazały się dokłanie takie same, kierowca nie mógłby odpowiadać za przestepstwo i wyłączną winą za zdarzenie należałoby obarczyć nieuważną dziewczynę.

Jak już zaznaczałem, hamowanie pozwoliłoby zredukować prędkość w chwili uderzenia z około 50 km/h do około 30 km/h (a nawet 20 km/h, jak wyliczył jeden z biegłych). A więc należałoby ustalić, czy różnica prędkości faktycznej i hipotetycznej miałaby wpływ na zmniejszenie dolegliwości skutków wypadku, czy nie. Mogła to być niebagatelna różnica nawet 30 km/h. Gdyby się okazało, że zgodne z prawem zachowanie kierowcy co prawda nie pozwoliłoby na uniknięcie potrącenia pieszej, ale jednak nie doznałaby ona wówczas ciężkich obrażeń ciała (a jedynie np. średnich albo lekkich), to kierowca powinien ponieść odpowiedzialność za przestępstwo z art. 177 § 2 k.k.

Bardzo dużo tutaj „gdybania”, ale na tym właśnie polega badanie odpowiedzialności za wypadek w zakresie tak zwanego alternatywnego i zgodnego z prawem przebiegu zdarzenia.

Niewiniątka czy tylko nie-winni?

Omówiona sprawa została cofnięta przez Sąd Najwyższy do sądu pierwszej instancji i będzie ponownie rozpatrywana, z ciekawością można więc oczekiwać na końcowy werdykt. Powyższe rozważania przy okazji zagadnienia wypadku drogowego pokazują, z jakimi problemami interpretacyjnymi stykają się czasami sędziowie. Ci z niższych instancji opowiedzieli się w omawianej sprawie za uniewinnieniem kierowcy, co poddał w wątpliwość Sąd Najwyższy w komentowanym wyroku. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

Zastanawiam się tylko, czy kierowcy, którzy jeżdżą przepisowo, zgodnie z administracyjnymi ograniczeniami prędkości, są uważni na drodze i dość sprawnie reagują na zagrożenia, w świetle zapatrywań Sądu Najwyższego, zasadniczo zbieżnych z przedstawionymi tutaj stwierdzeniami, mogą dzisiaj spać spokojnie? Czy naprawdę należałoby znacząco zwalniać przed każdym przejściem, przy którym znajdują się piesi? A może nie tylko w bezpieczeństwie, ale też w kulturze jazdy dałoby się odszukać uzasadnienia dla wolniejszej jazdy przed przejściem: przepuść pieszego, brata swego!

Przyda się na koniec jakiś wniosek. Może wystarczy ten tytułowy: kierowco, obserwuj przejście! Chyba, że macie inne propozycje?

Podobne tematy

2 komentarze

srokus 4 maja 2012 - 12:31

Widzę, że nowa odsłona Mikołaja piszącego… zatem może umieszczę krótki komentarz na dobry początek, coby blog się rozwijał.

Zgadzam się, że kluczowe jest obserwowanie drogi i wszystkiego, co się dzieje w jej okolicach. W mojej ocenie jednak podczas kursu na prawo jazdy tego się dobrze nie uczy, a podczas późniejszej praktyki po prostu zapomina… Ja np. największą wiedzę w tym zakresie zdobyłem analizując w czasie aplikacji z kilkadziesiąt spraw sądowych dotyczących wypadków komunikacyjnych. Po takiej lekturze ma się zupełnie inne spojrzenie na drogę i jej okolice…

Jeżeli nie było jakichś szczególnych okoliczności, to nie wydaje mi się, że kierowca winien w analizowanej sprawie poruszać się 30 km/h. Raczej nie jest taką okolicznością przebywanie w sąsiedztwie przejścia dla pieszych kilkunastoletnich osób.
Warto na marginesie jednak zaznaczyć, że większość kierowców myli prędkość administracyjnie dopuszczalną z prędkością bezpieczną. A obejrzenie kilku odcinków "Jak uniknąć mandatu" na tvp.krakow nie pozostawia wątpliwości, iż nie mają oni bladego pojęcia, co to znaczy "wyprzedzać". Mi nasuwa się pytanie, czy nie czas na pracę u podstaw? Widać niektórzy potrzebują sobie przypomnieć, co i jak należy obserwować prowadząc samochód, jak poruszać się z prędkością bezpieczną (a nie administracyjnie dopuszczalną) oraz co to jest wyprzedzanie…

Pozostają dwa zarzuty w stosunku do kierowcy – brak należytej obserwacji drogi i brak hamowania, przy czym jasnym jest, że kluczowy jest ów pierwszy, zaś drugi – przynajmniej w tej sytuacji – jest konsekwencją pierwszego. Nie znam stanu faktycznego dokładnie, ale pewnie trudno będzie racjonalnie uzasadnić, że kierowca prawidłowo obserwował drogę i jej okolice oraz jednocześnie mógł nie widzieć, że pieszy wchodzi mu pod koła z przodu samochodu…

Masz rację co do kwestii, które musi przeanalizować sąd w powyższym kontekście. Mnie osobiście interesuje, czy prawidłowo zostaną zastosowane przesłanki przypisania skutku. A kluczem do tego jest oczywiście odpowiedź, czy w tym przypadku prawnokarnie relewantny czyn kierowcy to było działanie czy zaniechanie? I później zastosowanie właściwych kryteriów przypisania do odpowiedniej postaci czynu. Jakoś mam dziwne przeczucie, że będzie z tym problem…

Reply
Mikołaj Małecki 2 listopada 2012 - 11:52

Nieco więcej komentarzy na temat wpisu znajduje się tutaj: http://ibikekrakow.com/2012/08/09/kierowco-obserwuj-przejscie/

Reply

Co o tym sądzisz?